poniedziałek, 17 lutego 2014

Olga Tokarczuk "Dom dzienny, Dom nocny"



Tokarczuk snuje swe opowieści, a ja przekładam je między myślami, niczym paciorki różańca. 



Niesamowity język, pełen metafor, wnikliwego spoglądania w głąb ludzkiej duszy, każdy bohater jest przedstawiony niejako „od środka”. Znamy jego myśli, przeżycia, nawet samobójcy towarzyszymy do chwili ostatniej. Nie wiemy wszak dokładnie, co czuje samobójca, bo żaden z nich nie potrafi już opisać tego, jak umiera. Jednakowoż myśli Marka Marka są przedstawione szczegółowo, z wielką pieczołowitością, umiejętnie wydobyte z tajemniczych zakamarków i przedstawione elegancko czytelnikowi. To samo z każdą postacią, oprócz Kummernis. Jej losy są opowiedziane jakby z boku, bez wnikania w jej psychikę. Chyba, że na dalszych kartach książki ujrzę jej własne przemyślenia. Podobnie Marta, jest opisywana bez wnikania w jej myśli. Takie „własne”, subiektywne myśli i przeżycia ukazuje autorka na przykładzie bohaterów powieści. Pracownica banku, mnich Paschalis autor „Żywotu Kummernis”, Franz Frost, Ergo Sum. Widzimy ich myśli, ba, słyszymy je wręcz.  Uwielbiam taki styl pisania. Obfita dawka poezji w prozie.  

Czasem dochodzę do wniosku, że bardzo dużo czasu poświęca się na sen. Oczywiście u mnie przy moim trybie pracy często muszę sobie te sny kraść po prostu, popołudniami, wieczorami, czy pokątnie jakiś kwadransik gdzieś uszczknąć mi się uda. Tokarczuk świetnie opisała sen, jako „śmierć próbną” bodajże. Dziś rano, zanim wszyscy się obudzili, poczytałam nieco książki. Każde zdanie, każda przewracana stronica utwierdza mnie w przekonaniu, że pisarka zasłużyła sobie na te wszystkie wyróżnienia i nagrody, które otrzymała za „Dom dzienny, dom nocny”. Jeszcze nie doszłam, skąd tytuł. Narratorka z uwagą obserwuje otaczającą rzeczywistość, a właściwie ludzi przewijających się za oknem, za płotem, czy u niej w kuchni, gdy popijają kawę i gawędzą. Mają czas, chcą spędzić go z drugim człowiekiem wspólnie. By porozmawiać, pomilczeć, wymienić poglądy, czy opowiedzieć, co się w nocy śniło. Po prostu – pobyć, jak człowiek z człowiekiem.

Oryginalną ciekawostką tej książki są przepisy z grzybów (w tym z muchomorów!), które zaostrzają apetyt i podrażniają kubki smakowe, a opis (poetycki oczywiście) dotyczący wódki sprawia, że czyta się o niej niemal z rozczuleniem.
Książka z rodzaju tych, których nie chce się skończyć czytać. Właśnie wczoraj musiałam ją prolongować;-). Dobrze, że można to zrobić przez internet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz