Październik 2013
Nie mogę oderwać się od tej książki,
a raczej od Kindla;-). Przypominam sobie, jak kiedyś uwielbiałam zatapiać się w
tego typu lekturach – dawne, historyczne czasy, surowa przyroda, bujne, niedostępne
lasy, potężne zamki, niezdobyte twierdze, rycerze, królowie, książęta oraz
damy, istoty nadprzyrodzone…z trudem odłożyłam Kindla, a i to przy groźbie
rozładowania baterii…"Ivanhoe", "Robin Hood", „Stara Baśń”,
w tego typu literaturze tonęłam w czasach licealnych.
Listopad - grudzień 2013
Można powiedzieć, że wsiąkłam.
Jestem przy trzecim tomie „Gry o tron”, a jednocześnie zabrałam się do serialu
(sezon pierwszy). Moje największe rozczarowanie co do doboru aktorów – Catelyn
( wyobrażałam ją sobie jako dobrze zachowaną piękność) oraz Sansa.
Zamieniłabym też Jona z Robbem, niemniej tu skłonna jestem ustąpić. Co do
pozostałych nie mam zastrzeżeń. Najbardziej trafnie obsadzono Edda Starka,
Cersei i Jaimiego Lannisterów, karła Tyriona i Daenerys, a i Bran to istna
perełka tej produkcji. Niezmiernie jestem ciekawa, jak dalej będzie wyglądać
serial.
Niemniej wolę jeszcze poczytać „Grę o tron”. Choć Martin jest
straszny. Uśmiercił mi troje z lepszych bohaterów. Edda Starka, z tym to już
się pogodziłam (było to w pierwszym tomie), ale niedawno zabił Robba i Catelyn
(w połowie sagi, nic więc dziwnego, że zżyłam się ze Starkami i chciałam, by w
końcu zaznali trochę normalności i spokoju). Ze śmiercią Cat nie mogę się
pogodzić, zbyt pochopnie się to stało, uważam. A może to zmyłka, tak jak w
przypadku Briana i najmłodszego syna Starka?
Natomiast śmierć Tyriona przyjmuję jako zadośćuczynienie, ba! ja temu przyklaskuję, bo w końcu ginie ktoś „zły”. Joffrey i jego publiczna agonia na skutek otrucia również niejako równoważy tak wiele zła wyrządzonego przez niego i jego rodzinę. Wybaczam więc Martinowi eliminację Robba i
Cat.
Styczeń 2013
Obolała po lekturze sześciotomowej
„Gry o tron”. Ze stronicy na stronicę stawało się mroczniej, beznadziejniej, by
w ostatnim tomie przejść w czystą makabrę. Śledziłam losy bohaterów z
napięciem, licząc na poprawę ich doli. Trzymałam kciuki za Catelyn. Ona i jej syn zginęli z rąk zdrajców w okolicznościach nie do przyjęcia – na weselu brata Cat. W
opisywanych czasach gościnność była świętością i mimo podejrzeń i nieufności do
rodziny niedoszłych swatów (Rob był zaręczony z jedną z córek Freya, ale ożenił
się z inną, łamiąc dane przez matkę słowo) pani Winterfell po wypiciu wina i po
zjedzeniu chleba zaufała Freyom. Dała się nabrać. Nie przypuszczała, że
najświętsze prawo gościnności zostanie złamane i że zapłaci tak wysoką cenę.
Została zamordowana przy wtórze głośno grających minstreli. Zabili jej syna
oraz ludzi, z którymi przybyła na uroczystość zaślubin. Bardzo przeżywałam jej
śmierć (w pierwszym tomie ścięto jej męża, który był jednym z nielicznych
pozytywnych bohaterów), by po kilkuset stronach (w
kindlu) przekonać się, że postać Cat „ożyła”. Wskrzeszono ją po trzech dniach
od śmierci, więc wyglądała makabrycznie, i mimo mojej sympatii do tej postaci
(za życia) wolałabym, żeby autor dał sobie tym razem spokój z ożywianiem
zmarłych. Stała się potworem żądnym zemsty, skazała na śmierć Brienne, która
była jej wierna i poświęciła życie na szukanie córki Catelyn – Sansy. Mój znajomy żartobliwie podsumował lekturę "Gry o tron" w ten sposób, że autor tylko myśli, kogo by tu znów uśmiercić. Nie mogę zaprzeczyć - trup ściele sie gęsto.
Najbardziej zaszokowało mnie zakończenie. Martin
zadrwił sobie w żywe oczy z czytelników. Zostawił wiele wątków niedokończonych,
niewyjaśnionych. Śledziłam losy Tyriona, Aryi, Brana, Danerys, Jona. Wciągnęłam
się w ich życie. Tymczasem w ostatnim tomie te postaci znikły albo zostały
opisane tak pobieżnie, że mam cholerny niedosyt. Wprowadzono nowych bohaterów.
Starych skierowano na manowce. Dawno przeżywałam tyle emocji w związku z
książką. Od października do połowy stycznia moje życie podporządkowałam tej
sadze. Miałam niemal miesiąc urlopu, więc większość czasu spędziłam na
czytaniu. Jesienna aura sprzyjała temu zajęciu. Znajomi współczuli mi mówiąc,
że to zła pora na urlop. Wyprowadzałam ich natychmiast z błędu mówiąc, że nic
bardziej mylnego! Dla mnie była to wymarzona pora roku na wypoczynek.
Oczywiście na wypoczynek w moim stylu, czyli – czytanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz